Uzależnienie od osiągnięć

image

Żyjemy w epoce „wyścigu osiągnięć”, w której sukces bardzo często staje się miarą naszej wartości. Wydaje się, że każdy może osiągnąć wszystko, jeśli tylko wystarczająco się postara.

Kiedy dla ambicji nie ma granic, życie zamienia się w niekończący się bieg, w którym zaczynamy wierzyć, że wartość człowieka określają wyłącznie jego wyniki.

Na pierwszy rzut oka to przekonanie wydaje się nieszkodliwe, ale w praktyce potrafi wyrządzać sporo szkody.

Co właściwie oznacza uzależnienie od osiągnięć?

To sytuacja, w której twoja samoocena całkowicie zależy od produktywności, statusu, inteligencji albo sukcesów zawodowych.

Dopóki w nauce czy pracy wszystko idzie dobrze, czujesz się wartościowy(-a) i „w porządku”. Ale gdy tylko coś zaczyna się sypać, zalewają cię silne, trudne emocje.

W takich chwilach możesz czuć, że jesteś kimś kompletnie bezwartościowym.

Więcej treści w naszym aplikacji

Widzisz tylko część treści, w aplikacji znajdziesz wiele interaktywnych artykułów. A także teksty psychologiczne z śledzeniem dynamiki stanu, dziennik, dziennik automatycznych myśli i wiele więcej!

banner_image

Jakie przekonania rodzą się przy takim uzależnieniu?

ok
Jeśli nie odniosę sukcesu, to katastrofa. To znaczy, że jestem słaby(-a), głupi(-a), bezwartościowy(-a).
ok
Jeśli coś mi się nie udało, to znaczy, że jestem nieudacznikiem.
ok
Jeśli poniosę porażkę, to nikomu nie będę potrzebny(-a) i niczego już nie osiągnę.
ok
Muszę koniecznie odnieść sukces, inaczej moje życie straci sens i nie będzie w nim miejsca na szczęście.

Obsesja na punkcie osiągnięć pojawia się zarówno u mężczyzn, jak i u kobiet. Dziś kobiety również coraz częściej dążą do kariery i rozwoju zawodowego.

Jednocześnie mężczyźni bywają szczególnie wrażliwi na porażki, bo od dziecka słyszą, że ich wartość mierzy się osiągnięciami.

Skąd biorą się takie przekonania?

Najczęściej – w dzieciństwie. Być może rodzice byli emocjonalnie zdystansowani i nie dawali bezwarunkowej miłości ani wsparcia.

Dziecko próbuje to sobie jakoś wytłumaczyć.

Jeśli Piotrka z sąsiedztwa wszyscy chwalą i kochają, a mnie nie, to znaczy, że jest ze mną coś nie tak. Gdybym był lepszy, też by mnie kochali.

Inny scenariusz to taki, w którym uwaga i ciepło pojawiały się tylko w odpowiedzi na osiągnięcia.

Przyniosłeś piątkę – brawo. Nie poradziłeś sobie – jakby cię w ogóle nie było.

Kolejny częsty scenariusz to nieobecny rodzic. Dzieci wszystko tłumaczą przez pryzmat siebie.

Jeśli tata odszedł, to znaczy, że byłem niewystarczająco dobry – a nie, że dorośli nie potrafili się porozumieć. W takim ujęciu: jeśli stanę się bardzo zdolny, mądry, najlepszy – wróci albo przynajmniej zrozumie, kogo stracił.

Takie dziecięce przekonania stają się fundamentem uzależnienia od osiągnięć. Późniejsze doświadczenia z okresu nastoletniego i dorosłego często tylko je wzmacniają.

Człowiek uczy się wtedy, że kocha się tylko za sukcesy. Żeby nie zostać odrzuconym, trzeba wciąż na nowo udowadniać swoją wartość.

A kiedy obraz „idealnego siebie” nie pokrywa się z rzeczywistością, pojawia się ból, wstyd i poczucie własnej bezwartościowości.

Pierwszym krokiem do zmiany jest zrozumienie, że mierzenie swojej wartości wyłącznie osiągnięciami jest szkodliwe. Decyzja, by przestać oceniać siebie tylko przez pryzmat sukcesów, to kluczowy moment rozwoju.

Oczywiście uzależnienie od osiągnięć może dawać poczucie siły.

To poczucie wyższości: tobie się udało – innym nie.

Taki system może motywować, pomagać ci się rozwijać, budować karierę i zarabiać pieniądze.

Każde nowe osiągnięcie wydaje się podnosić twoją wartość. Chce się być coraz lepszym i lepszym. Na pierwszy rzut oka brzmi to całkiem nieźle.

Ale jakie są koszty myślenia według zasady „wartość = sukces”?

Relacje z bliskimi schodzą na dalszy plan – praca niemal zawsze wydaje się ważniejsza.

Żyjesz w trybie nieustannego zabiegania – od rana do wieczora.

Gdy tylko zwalniasz tempo, pojawia się pustka, niepokój i poczucie, że marnujesz czas. Odpoczynek zaczyna wyglądać jak słabość.

image

W epoce „wyścigu osiągnięć” wydaje nam się, że każdy może zostać kim tylko zechce – a my musimy nieustannie udowadniać swoją ważność.

Aleksander Iwanow

Bez kolejnych osiągnięć wydaje ci się, że nic nie jesteś wart(-a), bo nie masz żadnej innej podstawy dla poczucia własnej wartości.

To może prowadzić do wypalenia, pogorszenia zdrowia, przewlekłego stresu i depresji.

Pracoholizm staje się wtedy uzależnieniem, które podtrzymuje obsesję na punkcie sukcesu.

Osoby zafiksowane na osiągnięciach często czują się samotne – i nie jest to przypadek.

Na podtrzymywanie bliskich więzi brakuje zarówno czasu, jak i zasobów emocjonalnych. Relacje stopniowo spychane są na dalszy plan.

Partner może zacząć szukać uwagi i wsparcia gdzie indziej, bo przy tobie po prostu ich nie ma.

Uzależnienie od sukcesu wpływa też na to, jak postrzegasz innych: pojawia się skłonność, by cenić ludzi głównie za status.

To nieuchronnie odbija się na relacjach społecznych.

Kiedy istnieje tylko jedna „właściwa” ścieżka i nie wolno ci popełnić błędu, rodzi się silny lęk przed porażką.

Świadomość, że nie ma żadnej gwarancji sukcesu, sprawia, że odkładasz działanie. Wydaje się, że lepiej w ogóle nie próbować, niż się nie sprawdzić.

Lęk przed przeżywaniem trudnych emocji czyni prokrastynację niemal nieuniknioną.

Życie jest nieprzewidywalne: choroba, kryzys, zewnętrzne wydarzenia – i nagle człowiek nie może już pracować tak jak wcześniej.

Wtedy pojawia się bolesne rozczarowanie: jeśli własną wartość budowało się wyłącznie na produktywności, jej utrata może prowadzić do głębokiej depresji.

image

Dążenie do sukcesu popycha nas naprzód, ale ważne, by po drodze nie zgubić samego życia.

Ernest Hemingway

Jeśli żyłeś(-aś) wyłącznie dla osiągnięć i nagle nie możesz już ich generować, bardzo łatwo o uczucie totalnej pustki i utraty sensu.

Czasem prowadzi to do desperackich kroków – bo samoocena była całkowicie przywiązana do wyników.

Jak w każdym uzależnieniu, z czasem rozwija się tolerancja – potrzeba coraz więcej sukcesów, uznania i osiągnięć.

Każdy nowy rezultat cieszy coraz mniej i trzeba wkładać coraz więcej wysiłku, żeby poczuć satysfakcję.

Dlaczego ten efekt tak szybko znika?

Dlaczego wciąż chce się więcej?

Odpowiedź jest prosta: sukces nie jest równoznaczny ze szczęściem.

Te dwa pojęcia wcale nie są ze sobą wprost powiązane. W efekcie człowiek goni za iluzją.

To nie osiągnięcia kształtują twoje samopoczucie, lecz twoje myśli i stosunek do siebie. Radość z wygranych szybko mija, a najważniejsze pozostaje to, na czym wewnętrznie się opierasz.